Tymi słowami witani są ludzie zasiadający na widowniach 32 europejskich miast. Oklaski, tupanie i okrzyki zachwytu to ich reakcje w każdym miejscu, gdzie zawitają dopięte na ostatni guzik przedstawienia. Najeżone kamerami i obiektywami aparatów fotograficznych rożnej maści i kalibru powodują, że powstaje wiele filmów i zdjęć. Cześć tych ostatnich zdobi foldery, które  sprzedawane są później w innych miastach.
    Riesa to pierwsze miejsce, gdzie wystawiane jest show z nowym programem. Następnie odwiedza  pozostałe niemieckie i europejskie miasta. W tym roku zrezygnowano z tzw. trasy europejskiej (która prezentowała show z poprzednim programem) i dzięki temu wszystkie związane z Apassionatą gwiazdy skoncentrowały się w najbardziej doborowym składzie.
Przedstawienia odbywają się w weekendy 2 razy dziennie a elementy wymagające od koni dużego wysiłku wykonywane są przez wymieniające się ekipy. Przykładowo dżygitówka prezentowana jest przez 2 grupy: Kozaków z Ukrainy i Fils du Vent. Niektóre terminy się pokrywają (np. w tym samym czasie Londyn i Berlin) i  ekipy działają wymiennie.
    Bohaterką „W blasku gwiazd” jest Leyla, która widząc spadającą gwiazdę wypowiada życzenie, a ta upada na ziemię. Aktorka zbiera gwiezdny pył i umieszcza go w złotym amulecie. Marzy o tym by za jego pomocą uszczęśliwiać świat.
    Jak to w bajkach bywa- ciemna postać kradnie jej naszyjnik. Wraz z tajemniczym jeźdźcem Pedro (Laury Tisseur)- wyrusza w podróż, aby go odzyskać. Tak rozpoczyna się opowieść...
Jest ona banalnie prosta, a jej celem jest spajanie poszczególnych elementów show w jedną, spójną całość. Nie trzeba znać języka niemieckiego by ją zrozumieć.
    Producenci Apassionaty dzięki bogatemu, wieloletniemu już doświadczeniu wstrzelają się w potrzeby rynku, dostosowując się do oczekiwań widzów. Krótko mówiąc Apassionata to rozrywka dla dorosłych, dzieci, osób jeżdżących konno oraz tych nie mających z jazdą konną nic wspólnego.
Potwierdzeniem tych słów niech będzie wyróżnienie za „najlepsze show 2010 roku z udziałem koni” przyznane przez PRG Live Entertainment Award.  Odbierając nagrodę, producent Apassionaty Peter Massine powiedział: „Ludzie z całego świata cieszą się co roku na 2 godziny, podczas których zaczarowani zapominają o codziennych troskach. Chcemy dotrzeć do serc wszystkich widzów i trafiać w ich oczekiwania w 100%! Niesamowity aplauz i owacje na stojąco, oraz 450.000 odwiedzających ostatnie show są dla nas najlepszą nagrodą od naszych widzów i fanów.
    Wróćmy jednak do wydarzeń z Riesy. Z mgły wydobywają się sylwetki 4 amazonek poruszających się töltem. Dosiadają kuców islandzkich, które do nóg przyczepione mają palące się zimne ognie. Prezentują ciekawego kadryla, który w połączeniu z dynamiczną muzyką, grą świateł i udanym zsynchronizowaniem dziewczyn- daje niesamowity wstęp do wspaniałej przygody. Jestem przekonana, że znaczna większość obserwujących, zapomni o codzienności i dając się wciągnąć w opowieść.
Chwilę później, w charakterze - jakże pasujących do nich - czarnych charakterów, wpadają na chwilę Kozacy z Ukrainy. Podgrzewają atmosferę krótkim, dynamicznym pokazem w zbójeckich strojach i szybko nawiązują kontakt z publicznością.
    Zapada ciemność, po chwili naszym oczom ukazuje się ogromna pierzyna i wystające spod niej ośle i ludzkie kończyny. To znany dobrze stałym bywalcom Apassionaty Laurent Jahan i jeden z jego osiołków. Laurent jest jednym z bardzo utalentowanych francuskich jeźdźców. Od kilku lat kojarzony głównie z osiołkami. Mówi, że ich tresura trwa o wiele dłużej niż koni i trzeba z nimi wszystkie elementy bardzo często powtarzać, przy czym „lekcja” musi trwać bardzo krótko.
    Po  krótkim ale idealnie wyważonym czasowo zabawnym występie, powietrze nad areną przecinają cztery czarne, małe pociski- kucyki szetlandzkie. Luzem biegając wesoło, tarzają się i przekomarzają między sobą. Zanim zdążymy napatrzeć się na ich wesołe figle, w wielkim kontraście do nich dostojnie wkracza Daphne de Visser na olbrzymim koniu rasy shire. Amazonka prezentuje ujeżdżeniowe zdolności swojego kolosa wśród biegających dookoła szetlandów. W kulminacyjnym momencie maluchy przechodzą pod brzuchem niewzruszonego olbrzyma.
    Myślę, że nie ma potrzeby opisywać każdej ekipy po kolei. Każda z nich jest naprawdę niesamowita. Zespół Louisa Valency ze spektakularną kapriolą w siodle i w ręku, Sylwie Willms z ujeżdżeniem z ziemi. Wykonuje ona niezwykły numer- stawia obok siebie 6 niczym nieskrępowanych koni, następnie idzie na drugi koniec areny i wywołuje do siebie każdego konia po kolei. One cały czas zabiegają o jej względy. Wygląda to jakby były złe na coś lub na kogoś, ale gdy się bliżej przyjrzeć, każdy z nich chce zwrócić jej uwagę na siebie. Nie zabrakło też uśmiechniętej Petry Geschonneck ze swoimi majestatycznymi fryzami i idącą pezadą.
    Apassionata to przedstawienie na niezwykle wysokim poziomie, z marką wypracowywaną przez lata pracy i doświadczeń. Potwierdza to choćby fakt, że bilety na nią są wyprzedawane z 3- miesięcznym wyprzedzeniem.
    Premiera najnowszej edycji 2011/2012 o tytule „Gemeinsam bis ans Ende der Welt” (Razem na koniec świata) odbędzie się w listopadzie 2011 w Riesie.

M.M.