W dniu dzisiejszym rozpoczyna się jubileuszowa, 50 już edycja Pride of Poland, czyli głównej aukcji koni czystej krwi arabskiej organizowanej na terenie Stadniny Koni w Janowie Podlaskim połączonej z  XLI Narodowym Pokazem oraz Czempionatem Koni Arabskich Czystej Krwi.

 

Dwustulecie istnienia Stadniny Koni w Janowie Podlaskim obchodzone w ubiegłym roku oraz jubileuszowa, 50 już edycja aukcji Pride of Poland skłaniają do refleksji.

Refleksji nad tym, jak w ciągu ostatnich 4 lat zrujnowano coś, czego zrujnować nam nie było wolno. Czego zrujnować nikt nie miał prawa. 

A jednak partykularne interesiki "małych ludków" spowodowały, że w lutym 2016 roku, członek polskiego rządu, minister rolnictwa i rozwoju wsi, Krzysztof Jurgiel wywołał swoją decyzją w świecie koni arabskich czystej krwi prawdziwe „trzęsienie ziemi”.

Najbardziej przerażającym w tym wszystkim nie był sam fakt wyrzucenia z pracy trójki wybitnych fachowców. To tej, i nie tylko tej, ekipie sprawującej władzę zdarzało się w naszej historii najnowszej nader często.

Prawdziwe przerażenie wywołuje spektakl, który rozgrywał się bezpośrednio po tej decyzji i trwa do dzisiaj. Do dnia rozpoczęcia 50 Pride of Poland. Żenujące próby uzasadnienia ministerialnej decyzji najlepiej chyba ilustrują próby odczytania, lub raczej „wydukania” z kartki krótkiego tekstu w wykonaniu ministra Jurgiela. Ani razu ministrowi nie udało się wymówić poprawnie nazwy firmy Polturf, organizującej Pride of Poland. Rzucane przez ministra w trakcie tego „spektaklu” w kierunku zwolnionej trójki oskarżenia wypełniły znamiona występku podlejącego karze w myśl zapisów art. 212 KK. Niestety ich autorowi zabrakło odwagi by przed sądem powszechnym bronić swoich racji i skrył się za tarczą immunitetu poselskiego a teraz uciekł jeszcze dalej, chroniąc się za tarczą immunitetu europosła.

Przerażenie budzi fakt, że po zwolnieniu fachowców zastępowano ich osobami nie mającymi zielonego pojęcia o materii z jaką przyszło im się zmierzyć.

 

Dziennikarz rozgłośni RMF FM Paweł Balinowski dotarł do dokumentów z zakończonej niedawno w SK Janów Podlaski kontroli. Dokumentów, które nie zostały przedstawione w czasie czerwcowego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy w obawie przed upublicznieniem tych niewątpliwych „sukcesów” każdej z nowych ekip zarządzających stadninami.

Jak donosi serwis rmf24.pl wynika z nich, że spółka SK Janów Podlaski zamknęła rok 2018 stratą w wysokości 3 327 242 złotych i 96 groszy.

Porównanie tego z wynikiem bilansowym za rok 2015, kiedy to osiągnięto nadwyżkę w wysokości około 3 200 000 zł a stadninę prowadził zwolniony Marek Trela rodzi pytanie w czyim interesie działał minister Jurgiel?

Kolejne nieprawidłowości wykryła w maju kontrola przeprowadzona przez Departament Nadzoru nad Spółkami Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. W raporcie pokontrolnym znalazł się zapis mówiący o "dramatycznie złych warunkach sanitarno-higienicznych, żywieniowych" w jakich przebywa 800 krów znajdujących się w gospodarstwie SK Janów Podlaski.


Już w najbliższą niedzielę ma odbyć się jubileuszowa, 50 aukcja Pride of Poland. A ja zamiast uczucia wielkiej dumy, jaka towarzyszyła mi podczas minionych edycji tej imprezy (przed rokiem 2016) czuję dzisiaj wielki wstyd.
Bo z czego jako Polak mogę być dumny? Z tego, że w trakcie zaledwie kilku lat zniszczono coś co tworzone było przez lat 200? Że bezmyślnymi działaniami doszczętnie zniszczono renomę Pride of Poland? Tu nawet nie chodzi o wielomilionowe straty finansowe jakie przyniosła hucpa ministra Jurgiela. I choć sumy te przyprawiają zwykłego obywatela o prawdziwy zawrót głowy, to jednak to nie te miliony są nasza największą stratą.

Dlatego choć to nie ja jestem autorem tego całego zamieszania ani nie przyłożyłem do tego ręki, to jednak to co zostało zrobione z prawdziwym etosem hodowli koni arabskich czystej krwi w polskich, państwowych stadninach powoduje, że na najbliższe 5 dni najchętniej schowałbym się ze wstydu gdzieś głęboko, głęboko ...

 

Myśląc o tegorocznej Pride of Poland i o tym jak do tego doszło nie mogę się uwolnić od brzmiących gdzieś z tyłu mojej głowy wykrzyczanych z sejmowej mównicy przez pewnego posła w grudniu 2015 roku proroczych słowach:

„Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne”