12-letnia klacz Catlin dosiadana przez juniorkę, Julię Jabłońską pogalopowała dzisiaj na wiecznie zielone padoki. Jeszcze wczoraj nic nie zapowiadało tragedii. Dzisiaj rano klacz została znaleziona martwa w swoim boksie.

 

 

Catlin urodziła się 4 maja 2009 roku w stajni ośrodka jeździeckiego i SK Nad Wigrami. Jej ojcem jest ogier Ulisses KWPN, na którym startował Krzysztof Prasek. Matką Catlin jest klacz austriackiej hodowli Catosale po Capucino, na której Krzysztof Prasek startował w konkursach potęgi skoku.

Jeźdźcem, który wprowadził Catlin w świat sportu był zawodnik KJ nad Wigrami, Łukasz Troszczyński. Para ta startowała razem do grudnia 2019 roku, osiągając poziom konkursów GP. Pięć razy startowali w konkursach 145 cm zaliczanych do Longines Ranking. Jeden raz w konkursie Pucharu Świata (145 – 160 cm) na zawodach w Zagare na Litwie.

W grudniu 2019 roku Łukasz Troszczyński wystartował na Catlin na zawodach w Lesznie po raz ostatni. Wtedy też, po raz pierwszy, w ramach próby konia, wystartowała na nim Julia Jabłońska.

 

W grudniu 2019 roku po raz pierwszy wystartowałam na Catlin na zawodach w Lesznie. Najpierw w klasie N, a potem w Finale Średniej Rundy w klasie C. W pierwszym przejeździe miałam czysty przebieg. W drugim zrobiłam jedną zrzutkę. Klacz mi bardzo pasowała. Potem pojechałam do siebie, a Catlin do siebie. Jednak w lutym ubiegłego roku, na moje urodziny, Catlin stała na hali w czerwonej kokardce. Byłam szczęśliwa. Pojechaliśmy razem na zawody Cavaliada w Krakowie. To były nasze ostatnie zawody, bo później klacz okulała. Po wyleczeniu kontuzji spokojnie czekaliśmy na jej pełną regenerację nie spiesząc się ze startami. Tak jak zalecał nam doktor Przewoźny. Zgłosiłam ją do zawodów w Drzonkowie. Byliśmy w trakcie przygotowań do tego startu. Wczoraj mieliśmy fajny trening skokowy. Catlin się cieszyła z dobrych skoków. Dzisiaj niestety … okazało się, że w nocy wsadziła tylną nogę między pręty drzwi boksu. Rano stajenny znalazł ją już martwą. Nie wiem czy próbując wyrwać nogę upadła i skręciła kark, czy walcząc o jej oswobodzenie dostała ataku serca. W nocy nie było nic słychać. Była fajnie galopującą klaczą. Zawsze chętna do ruchu do przodu. Nigdy się nie bała. Uszy zawsze do przodu. W obsłudze była bardzo grzecznym koniem. Naprawdę bezproblemowym. Jestem załamana - opowiedziała nam zapłakana Julia Jabłońska.

 

Catlin była bardzo fajnym koniem, Silna, skoczna, jezdna i z dobrą głową. Bardzo żałuję, że tak się potoczyło. Po sprzedaży klaczy trzymałem kciuki za tę parę. Nie mieli trochę szczęścia, bo niedługo po ich pierwszym starcie na krakowskiej Cavaliadzie, gdzie fajnie im poszło, przytrafiła się kontuzja. Teraz kiedy planowali powrót do startów taki pech. Wielki pech, bo perspektywy przed tą parą były naprawdę bardzo fajne - powiedział nam długoletni jeździec klaczy, Łukasz Troszczyński.

 

Składamy młodej amazonce szczere wyrazy współczucia.