reklama
reklama

Szkolenie jeździeckie z innej perspektywy

8 lipca 2015

Szkolenie jeździeckie z innej perspektywy

Jeździectwo jest jedną z tych domen działalności człowieka, w której proces nauki nie kończy się nigdy. Dotyczy to w równym stopniu tych co są uczeni i tych co uczą. Wychodząc z tego założenia chcielibyśmy przedstawić nowy, a może tylko inny punkt widzenia na nauczanie początkowe jeźdźca. Zapraszamy do lektury nadesłanego do naszej redakcji przez pana Zbigniewa Krasowskiego materiału i dyskusji o nim.

REKLAMA

reklama

Teoria nie musi być nudna

Szkolenie adeptów jeździectwa zgodnie z zasadami Polskiego Związku Jeździeckiego jest procesem żmudnym i pracochłonnym, wymagającym wiedzy, wizji oraz zaangażowania ze strony instruktorów i trenerów. Dla takich osób priorytetem powinno być  kształcenie ustawiczne w zagłębianiu zasad sztuki jeździeckiej i metodyce jej przekazywania osobom przez nich szkolonym w sposób jak najbardziej zrozumiały i atrakcyjny. Na szkoleniowcach spoczywa odpowiedzialność za rozwijanie prawidłowych zachowań i nawyków jeździeckich na każdym poziomie zaawansowania jeźdźca.

Szczególnego znaczenia nabiera zatem prawidłowe wprowadzenie nowych adeptów do tej wspaniałej dyscypliny. Temu zadaniu mają sprostać przede wszystkim instruktorzy szkolenia podstawowego.

Pierwsze zajęcia w szkółce jeździeckiej – wrażenie robi już sam bliski kontakt ze zwierzęciem, a gdy dochodzi jeszcze siedzenie w siodle na dużej wysokości, poruszająca się masa mięśni konia, brak „pasów bezpieczeństwa i hamulca” – emocje ogromne, co bardzo utrudnia stosowanie się do wskazówek instruktora prowadzącego jazdę.

W naszej ocenie dobrym rozwiązaniem w szkoleniu przyszłych jeźdźców jest wykorzystanie bardziej stabilnego rumaka.

W Klubie Jeździeckim „Dworek” w Okuniewie pojawił się w tym roku drewniany koń Pinokio o wysokości ok. 155 cm.

Omawianie zasad bezpieczeństwa, siodłania, podpinania popręgu, dopasowywania długości strzemion, prawidłowe trzymanie wodzy, a także wielokrotne powtarzanie ćwiczeń wsiadania i zsiadania z konia, może się teraz odbywać  bez udziału żywego konia.

Uświadomieniu i zobrazowaniu kontaktu ręki poprzez wodze z pyskiem konia służą odpowiednio zamocowane linki zakończone ciężarkami.

Zrozumienie istoty i wyćwiczenie półsiadu, podnoszenia się w siodle podczas nauki anglezowania, prawidłowego utrzymania pozycji łydki i ręki na nieruchomym modelu pozwala na łatwiejsze wprowadzenie tych elementów do jazdy na żywym koniu.

Cierpliwość naszego rumaka pozwala więc na precyzyjne omówienie i ćwiczenia pożądanego ułożenia każdej części ciała jeźdźca.

Zastosowanie drewnianego konia do zajęć szkoleniowych pozwala na ich uatrakcyjnienie, wprowadzanie nowych ćwiczeń w sposób ciekawy i bezpieczny dla jeźdźca, umożliwia stosowanie wielu powtórzeń, dostarcza pozytywnych wrażeń i buduje dobre relacje pomiędzy szkoleniowcem, a jego uczniem.

P.S.  Autorami zdjęć w całej sesji są: Iwona Mikulska i Emilio Cocozza.

Komentarze (21)

J.T. (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

Można oszczedzić na owsie i nie ma problemu z obornikiem

trener (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

cóż za stek bzdur! jeżeli człowiek boi się jeździć i ćwiczyć na żywym koniu na samym początku, to mało prawdopodobne, że to się zmieni po ćwiczeniach na Pinokio! No i anglezowanie na nieruchomym koniu! O tak! Na takim rumaku świetnie poczujesz rytm w kłusie i siłę z jaką koń podrzuca! Sądzę, że taki koń powinien by w każdym ośrodku. Należy na nim uczyć jeździć parkury i robić piruety! W ramach zabawy- super sprawa, ale nie do NAUKI JAZDY konnej

do TRENER (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

Uważam, że ten pomysł jest bardzo dobry! Nie przeczytał Pan artykułu ze zrozumieniem. Pierwsze zajęcia w szkółce jeździeckiej powinny, według mnie, zaczynać się od omówienia i wypróbowania "na sucho"( tzn. bez udziału konia) np. działania wodzy na pysk konia. Podczas nauki anglezowania na ogół wszyscy początkujący podciągają się na wodzach maltretując pysk biednego konia. Albo przy wsiadaniu koń ma wbity w bok czubek buta jeźdźca, siodło wykrzywione itd. Przećwiczenie tych i innych elementów na Pinokio oszczędza według mnie nerwów przyszłego jeźdźca i przede wszystkim zdrowie konia. Pomysł wart naśladowania!

aaa (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

Na pierwszej lekcji już jazda z wodzą? Dopóki jeździec nie umie anglezować bez trzymania się za siodło, nie nabierze równowagi, to nie dam wodzy do ręki- szkoda konia.

Maciej Wojciechowski (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

Witam. Z ciekawością przeczytałem powyższy artykuł. Myślę,że nie wymyślono jeszcze nic lepszego do rozpoczęcia nauki jazdy konnej od spokojnego, doświadczonego , grzecznego konia na lonży ale temat godny zainteresowania. Właśnie rozpoczęły się wakacje ,a wraz z nimi obozy i kolonie. Widuje dużą ilość dzieci , zupełnie nie mających nic wspólnego do tej pory z końmi, którymi opiekują się instruktor wraz z jedną , max dwiema osobami do pomocy. W takiej sytuacji, możliwość wstępnego przeszkolenia dziecka, czy osoby dorosłej ,a początkującej z wykorzystaniem takiego drewnianego konia ma sens i na pewno pozwala uniknąć wielu problemów z zachowaniem bezpieczeństwa. Poza tym nawet odważna osoba która po raz pierwszy siedzi na żywym koniu ,przeżywa lekki stres ,a wtedy często duża ilość ważnych szczegółów umyka. Myślę,że każdy sposób przekazania wiedzy, umiejętności jest dobry, a taki który gwarantuje bezpieczeństwo jest bardzo dobry i godny przynajmniej spróbowania. Pozdrawiam.

turtle (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

otóż to

cavaliera2 lata, 3 miesiące temu

Jest to miś a raczej Pinokio na mierę naszego jeździectwa. Kiedy na świecie buduje się roboty imiujace do złudzenia ruch konia u nas stawia sie drewnianą kukłę ... bosko. Nie potrafię dostrzec zalet nauki anglezowania bez konia - nie ma mowy o nauce utrzymania równowagi na poruszającym się w trzech płaszczyznach koniu podczas zajęć na nieruchomym manekinie. Owszem jako pomoc w czasie zajęć typowo teoretycznych może być przydatny ale wówaczas jest pytanie o koszt takiego urządzenia. Jeżeli szkółka oszczędza na wszystkim od konia po ogrodzenie to czy wykosztuje się na Pinokia po to by użyć go raz na dwa tygodnie ? Wydaje się że w ośrodku który jest prowadzony na poziomie - dobrze wyszkolone konie, profesjonalna kadra, dobre zaplecze techniczne i infrastruktura - Pinokio nikomu nie jest potrzebny. W stajni gdzie po placu po 6 i więcej godzin snuje się kilka zmączonych koni i równie zmęczony instruktor - Pinokia i tak nikt nie kupi. Wieć ? Do p. Macieja - niewątpliwie instruktor z dwiema osobami (najcześciej mocno nieletnimi dziewczynkami) faktycznie nie jest w stanie zapewnić bezpiecznych zajęć dla grupy dzieci które wcześniej nie miały kontaktu z koniem. Pytaniem powinno być nie jak pomoże mu drewniany koń tylko kto planuje taki obóz nie zapewniając bezpiecznych i komfortowych zajęć w odpowidnio dobranych grupach i na dobrze wyszkolonych koniach ? Bolączką szkółek są nieprzygotowane, często niedoświadczone i zbyt młode lub dla odmiany stare i znarowione konie. Konie czasem chore. Zmęczone, niedożywione. Kolejnym wiekim problemem są instruktorzy - często posiadają zbyt małą wiedzę, tworzą samodzielne teorie, uczą z błędami. I można by tak długo wymieniać ... Ośrodki nie sa bezpieczne, sprzęt często jest uszkodzony i brudny, brak jest niezbędnych ubezpieczeń, ok. połowa obozów jeździeckich jest najzwyczajniej nielegalnych i nigdzie nie zgłoszonych. Czy w ośrodku w którym właściciel gwizda na bezpieczeństwo uczestników i prawo ktokolwiek zawraca sobie głowę nauką jazdy zgodnie "z zasadami Polskiego Związku Jeździeckiego" Z drugie strony co to za zasady bo ilu instruktorów tyle teorii jeździeckich i "stylów" nauczania. Co chyba zabawniejsze w bazie MEN ośrodek prezentujący Pinokia nie figuruje jako organizator obozów dla dzieci na ten rok a przeciez je prowadzi ...

do Cavaliera (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

Człowieku, zdecyduj się. Najpierw piszesz, że na świecie mają elektronicznie sterowane symulatory, a Pinokio to prymityw. Potem narzekasz, że Pinokio jest zbyt kosztowny dla naszych szkółek. Plujesz jadem na wszystko, co ma związek ze szkoleniem jeździeckim w Polsce. Ponadto rozgłaszasz nieprawdziwe informacje na temat konkretnego ośrodka. Coś Ci w życiu nie wyszło, że jesteś taki zgorzkniały?

canis632 lata, 3 miesiące temu

Pinokio ze swoim systemem mocowania wodzy do małych obciążników nie służy do nauki anglezowania tylko do uświadomienia osobie zaczynającej naukę jazdy konnej jakie są konsekwencje unoszenia się poprzez podciągnie na wodzach i jest całkiem niezłą pomocą do treningu pozwalającego wyrobić mięśnie i ich koordynację w ruchu typowym do anglezowania. Oczywiście obecnie są różne symulatory, ale ile ośrodków stać na takie techniczne nowinki??? A do Cavaliery/a (???) mam jedną uwagę - jeśli nie znasz realiów i faktów to nie krytykuj i nie oskarżaj publicznie. Akurat ośrodek, w którym pinokio jest używany i w którym zrobiono te zdjęcia znam bardzo dobrze, znam również wiele innych ośrodków jeździeckich. Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że w niewielu z nich kwestie bezpieczeństwa jeźdźców oraz koni traktowane równie poważnie jak w tym ośrodku od lat.

Alina (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

Fajna sprawa a co do anglezowania to podnoszenie na wodzy to pikus w porownaniu z powrotami w siodlo. Decha wytrzyma wszystko a nasze konie szkolkowe po calym sezonie obozowym maja kregoslupy30letnich chabet.i Dodalabym ruszajace sie tylnie nogi ruchome do kopani(nie kazde dziecko ma wyobraznie kazdy wie ale puki nie zobaczy....) i nauki czyszczenia kopyt.

cavaliera2 lata, 3 miesiące temu

Ten ośrodek jest fajny i bezpieczny i super, co nie zmienia faktu że w bazie MEN wypoczynek u nich zgłoszony nie jest- czy to tylko niedopatrzenie, nie wiem. Jeżeli wszytko poza tym jest ok to bardzo dobrze dla nich. Co mi w życiu nie wyszło ? Coś by się znalazło. Ale dlaczego mam nie narzekać na stan szkolenia jeździeckiego w Polsce - naprawdę uważasz, że jest super ? Owszem jest wiele ośrodków na poziomie, są instruktorzy z pasją i ogromną wiedzą, jest wielu trenerów którzych należy szanować za to co robią. Są zawodnicy, którzy są fantastycznymi szkoleniowcami. Każda osoba pewna siebie i doceniana przez klientów i współpracowników nie odbiera moich wypowiedzi jako atak na siebie. Ale jest cała masa miernot z tytułami, jest cała masa ośrodków w których wszystko świetnie działa do pierwszego poważnego wypadku i nagle okazuje się że nie ma ubezpieczeń, nie ma uprawnień i nic nie ma poza trwałym kalectwem osoby która "fachowcom" zaufała, że uczy się jazdy w bezpiecznym miejscu. I jak długo nie będzie systemu weryfikacji takich miejc, jak długo środowisko będzie pozwalało na to by takie stajnie działały będę pisać w takim tonie. Nie wiadomo ile będzie kosztował Pinokio. Na pewno nikt go nie wymyślił po to by rozdawać go po kosztach. Bolączką wielu szkółek jest to że oszczędza się tam na wszystkim, na sprzęcie, na pracownikach, na paszy, na zdrowiu koni a nawet na bezpieczeństwie klientów - myślisz że Pinokio jest dla nich ? Że naprawdę go kupią ? A z drugiej strony kiedy na świecie jest XXI wiek i automaty wspomagają naukę jazdy u nas ktoś proponuje XIX wieczne rozwiązanie w postaci nieruchomej kukły konia ? Już podwieszona na linach z zapewnieniem ruchu w dwóch płaszczynach byłby lepsza choć to nadal XIX wiek. Wiem mam skrzywienie bo uważam że jak nie masz warunków żeby prowadzić naukę jazdy na poziomie nie powinienieś prwadzić jej wcale. A u nas jest wielu marzycieli, "pasjonatów" i jak ich tam jeszcze nazwać, którzy się realizują prowadząc naukę jazdy byle jak. Do tego niszczą rynek obniżając poziom i ceny do granic absurdu. I jeszcze wmawiają ludziom że tak własnie powinno wyglądać jeździectwo.

Angela (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

Bardzo dobry pomysł. Wart naśladowania. Zamieniłabym tylko nazewnictwo bo "adepci jeździectwa", "szkolenie adeptów" szkolenie ustawiczne" brzmi bardzo poważnie i nieco przestarzale. Nauka jazdy konnej , poziomy umiejętności, doskonalenie zdobytych umiejętności jeździeckich. Dla wielu nowych osób takie nadymane podejście stanowi dodatkowy stres. Więcej luzu i swobody, zwłaszcza przy drewnianym koniu. Młodzi niczego bardziej nie pragną jak spontanicznie cieszyć się i poznawać coś nowego. Negatywne emocje na egzaminach na odznaki są dowodem tego nadmiernego nadymania w temacie jeździectwa dla początkujących fanów konia. Bo to koń stanowi w większej mierze fascynacje na początku i to koń przyciąga a nie sztuka jazdy konnej. Potem dopiero jest magnez w postaci wyrabiania coraz większych umiejętności a potem sportowy trening dający mega przyjemność.

Angela (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

Cavaliera, masz racje we wszystkim. Myśłę jednak że atrapa konia nikomu by nie zaszkodziła. Poza tym masz całkowitą racje ogólnie rzecz biorąc.Tylko, że za granicą nie jest tak jak ci się wydaje( a wiem bo mieszkam za granicą) , że wszystko jest na super poziomie. Są też małe, słabo wyposażone stajenki bez hali bez wypasionego sprzętu i tam też ludzie przychodzą (w Niemczech w Angli) uczyć się jeździć albo spędzić miło czas. U nas czasami niektórzy odstawiają całkowitą wiochę w stajniach ale cóż takie są realia i takie możliwości oraz zapotrzebowanie. Ludzie są mało wybredni i mało świadomi. Wiocha ciągnie do wiochy i nic na to nie poradzisz. A niektóre wypasione ośrodki wręcz odpychają tych świdomych z róznych względów ( np do dupy instruktor ( bo się bierzę miernotę która będzie pracować za 1500 zł i najlepiej na czarno) bo konie w gnoju stoją bo pracownicy uciekają po pierwszej wypłacie. Tak, tak . Nie ma zbyt wielu miejsc w Polsce żeby godnie rozpocząć naukę jazdy konnej.Wielu entuzjastów i fanatyków konia zakłada szkółki ale nie ma podstawowej wiedzy w żadnym zakresie. W sumie to do dupy biznes więc nikt z głową za to się nie bierze albo dał sobie już dawno spokój ze szkółką i nauką jazdy konnej.

aaa (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

No dobra, drewniany koń może być. Dzieciaki się pobawią przed i po jeździe na normalnym koniu. A osoby dorosłe? Wiele osób czułoby się urażonym, gdyby zasugerowało się ćwiczenie siodłania, wsiadania i ,,jeżdżenia" na drewnianym koniu. Wiele osób dorosłych bulwersuje się, czemu chcę je wziąć na lonżę, bo przecież ONI ,,jeździli konno 25 lat temu na wsi i umieją jeździć". Ale to, że nie mają pojęcia, jak trzymać wodze, siedzieć w siodle, anglezować, ruszyć i zatrzymać konia nie umieją to jest to przecież wina konia, którego przydzieliłam...

Angela (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

Ojej, no coś ty? Jacy ci klienci są ograniczeni....Nie wiesz ? Masz do czynienia z wieśniakami, w wieśniackim ośrodku z wieśniackim właścicielem na czele.

Trener I klasy (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

Każda nowość która przynosi efekty jest dobra i nie należy jej od razu skreślać. Krytykanci, postarajcie się zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi! Życzę p. Krasowskiemu sukcesów i czekam na wyszkolonych tą metodą zawodników, którzy nawiążą chociażby równorzędną walkę z tymi wykszkolonymi klasycznie!

ZbKr (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

Bardzo dziękuję wszystkim biorącym udział w tej dyskusji za wyrażenie swojej opinii!

cavaliera2 lata, 3 miesiące temu

Angela to nie tak że mam coś przeciwko małym stajniom - wprost przeciwnie, wiele nieduzych, kameralnych, często prowadzonych rodzinnie stajni jest świetna. Zdrowe, szanowane konie i wiedza często są wiecej warte niż wypasiona hala na której rządzi gburowaty i niespecjalnie bystry instruktor czy trener. Mi bardziej chodzi o to że tacy spryciarze (oszczędzający na ubezpieczeniach, sprzęcie, koniach, pracownikach, itp zaniżają nie tylko ceny (obecnie strzyżenie to ok 20-25 zł dokładnie tyle samo co godzina jazdy konnej w wielu "szkółkach") ale również poziom, wpajając ludziom że to co im serwują (dreptanie w kółko na umęczonych koniach) to jest prawidłowa jazda konna. I ten biznes nie jest do dupy ... ten biznes jest taki przez nieuczciwych ludzi, tych co własnie zaniżają ceny, tych co odwalają chłam, tych co zajeżdzają konie i mają gdzieś ich wyszkolenie bo po sezonie i tak trafią do rzeźni. To przez pseudofachowców, instruktorów/trenerów z bożej łaski z kupionymi za jajka papierami, "hodowców" koniny a nie koni ten biznes u nas jest właśnie do d... Być może taki koń z drewna jest potrzebny. Ale jak znam życie okaże się tylko chwilową ciekawostką - cwanika liczący tylko kasę i tak go nie kupi, pasjonat z dobrymi końmi i wiedzą nie będzie go potrzebował.

xxxxx (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

póki jeździec nie opanuje swobodnego dosiadu w kłusie i galopie - nie daje mu się wodzy do ręki! więc o czym mowa - podnoszenie się na wodzy w nauce anglezowania? :| przy wsiadaniu również najlepiej jest się uczyć na żywym koniu - wbije się czubek buta - koń odskoczy, czyli źle! a na Pinokio, który wybacza każdy błąd? poza tym anglezuje się w rytm ruchów konia, a nie ot tak! ok, pierwsza próba w stępie, ale zaraz po tym ćwiczymy w kłusie!

Do "xxxxx" (niezarejestrowany)2 lata, 3 miesiące temu

Po przeczytaniu tego wpisu mam wrażenie, że Niemcy i Francuzi to takie "cymbały" jeździeckie. Czy oni nie rozumieją tego, co jest powyżej napisane? Po co oferują takie fantomy podczas targów jeździeckich w swoich krajach? Wyniki uzyskiwane w ich szkoleniu mówią jednak co innego! Czy dla "xxxxx" filmy instruktażowe Pani M. Prasek to też bzdura?

meme (niezarejestrowany)6 miesięcy, 3 tygodnie temu

Gdzie można zakupić takiego konia? :)

Dodaj komentarz



Wciśnięcie przycisku poniżej jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu komentarzy.